Gnijesz ?

Pojęcie gnicia w związku jest tak obszerne i rozległem jak ilośc wody na naszej planecie. Każda zgnilizna jest inna i psuje sie od czegoś innego. Jest to wasza zgnilizna i nic mi do tego. Pytanie tylko jak długo zajmie wam złapanie oddechu i poczucie tego smrodu?. Przeżyłem cos takiego! Potrzebowałem 3 lat, żeby to zrozumieć. Szkoda, że tak długo, ponieważ pleśń tak mocno pokryła mnie i moją partnerkę, że do dzisiaj nie potrafimy ze soba normalnie porozmawiać.

Coś jak wspólna tragedia do której żadne z nas nie chce wracać.
Teraz suche fakty: Pleśni nie wiele trzeba aby się rozwijała, pleśń lubi ciemnie i wilgotne miejsca, gdy nic nie zrobisz z pleśnią będzie się rozwijać bardzo szybko. Dlaczego do opisu swojego związku użyłem akurat takiego określenia?
Bo zachowałem się jak kretyn, widziałem, że zaczyna pojawiłać sie pleśń i nic z nią nie robiłem, czekałem… jaki próżny byłem w tym wszytskim.

Wyobraźcie sobie, że czekałem, aż pleśń tak sie rozwinie, że sama zakryje cały problem. No i się doczekałem…Tak było miło, że ostatnie 2 lata mojego związku to było dryfowanie po morzu pleśni gąbczastym statkiem miłości.
Byłem, na tyle próżny, że widząc pleśn nazywałem ją „chmurką”, „budyniem” „puszkiem” a to w dalszym ciągu była cholerna, śmierdząca i gnijąca pleśń.
Teraz to już chyba nawet mógłbym się z tego śmiać, zresztą moja była partnerka, chyba też. Nie ma już pleśni, nie śmierdzi próżnością. W sumie nie ma już nic.
9 lat mojego związku zniknęło gdzieś. Wnioski? Przykro mi, ale mielibyście zbyt łatwo… Jeżeli jesteście już na etapie pleśni to za późno na wyciąganie wniosków i działanie…
Musicie przeżyc to co ja przeżyłem, surowa lekcja pokory życiowej, bezsensu, ignorancji i złości. Wybaczyliśmy sobie, … ale lekki smród pozostał…

Monolog…

Zastanawialiście się kiedyś co można wyłączyć w naszej głowie?
Mówi się czasem, że można wyłączyć myślenie, zapomnieć o czyms na chwilę, odpłynąć… Można tez założyć słuchawki ze swoją ulubioną muzyka i odpłynąć z tego świata. Nie da się jednak wyłączyć wyobraźni, jest to rzecz która działa równolegle z tym o czym w danej chwili myślimy. Przykładem jest te kilka zdań, czytając je wyobraziliście sobie sytuacje o których wspomniałem. Obiecałem w ostatnim wpisie, że kilka słów poświęce swojej osobie, użyje do tego waszej wyobraźni.

Z góry przyznam sie do tego, że trochę z was zakpię, ponieważ opisując siebie będę używał was jako pewnego punktu odniesienia. Jaki jestem? taki jak Wy, myślę, mam uczucia, czuję i analizuję. Różnica polega na tym, że to co czuję i przeżywam jest skrajnościa tego co macie Wy…Jeżeli myślę o miłości jest ona skrajna, tylko moja, bez odcieni. Esencją mojej miłości jest zazdrość.

Zazdrość jako ostatni syndrom, który mówi mi czy kocham. Gdy przestaję być zazdrosny – przestaje kochać. W sumie całkiem logiczna rzecz. Gdy jesteś zazdrosny to znak, że Ci zależy. Ładne… A co wtedy gdy jesteś zazdrosny bo sam zdradzasz ? Co wtedy gdy Twoja zazdrość wywołana jest Twoją obłudą ? Zazdrośc nie jest rzecza stałą, ma tysiące imion. Moja zazdrość to skrajność, coś jak zjeść ciastko i miec ciastko, tak się nie da, dlatego dziwny jest to dla mnie stan i boję się go jak ognia. Ktoś powie, że zazdrość da się pokonac dojrzałością i doświadczeniem, bo ile razy można tak samo mocno kochać, ile razy można budowac zaufanie, ile razy można zastanawiać się, po co mieć wątpliwości?. Owszem po części mogę się z tym zgodzić, ALE tylko i wyłącznie w momencie gdy jest się fair od samego początku. U mnie tak nie było, mojej zazdrości nie da się pokonać. Ma ona bardzo, ale to bardzo głębokie korzenie. Czy dziś, teraz, jestem zazdrosny? Chwilowo nie, dlaczego? bo nie miałem okazji być „nie fair”…

Zacznij mnie sobie wyobrażać…

10 lat…tyle potrzebowalem aby przeżyć emocje, których nie znałem a poznać chciałem.
Było zauroczenie, fascynacja, miłość, pasja, codzienność, rutyna, złość, wątpiwości, nienawiść, rozgoryczenie…
…Każda miłość zaczyna się milionem pytań a kończy jedną odpowiedzią….Oczywiście są wyjątki od reguły, szanuję je.
Dlaczego ? bo dla mnie jest to rzecz nieosiągalna, niezrozumiała, ciekawa. Tak ! w uczuciach zrobiłem się prosty, nie ma dla mnie odcieni szarości! jest tylko kolor biały i czarny, nic poza tym! Pojawia się pytanie, jak to się dzieje,
że prawdziwa miłość pokonuje wszytsko? To nie jest miłość tylko kompromis.
Są ludzie którzy potrafią iść na kompromis, trwać to może 40, 50, 60 lat.
Jest to fenomen mimo wszytsko, jak widzę w parku parę starszych ludzi, którzy idą trzymając się za rękę i są w siebie wpatrzeni, to nie myślę: „o kurcze jaka piękna miłość”, tylko „zajebiście wykonana praca nad samym sobą”.
Człowiek z natury lubi być samotny, bo każdy ceni swoją wewnętrzną ciszę, zdarzają sie i tacy, którzy twierdzą, że nie potrafią żyć w samotności, muszą egzystować z drugim człowiekiem… Pytanie po co? Uzupełniają swoje braki? chcą czuc się potrzebni? komu do czego?
Śmiem stwierdzić, że świat dzieli się na dwa typy ludzi: 1. Władcy
2. Poddani.
Zawsze ktoś musi rządzić kimś, jest to naturalne, dobre i prawidłowe. Problem pojawia się wtedy, gdy role te zaczynają tracić kolor…

Let the game begins !

Witaj, bardzo jest mi miło widzieć Ciebie w tym miejscu. Nie znam Cię i pewnie nigdy nie poznam, ale w dzisiejszych czasach chyba nawet już nie o to chodzi…Mam możliwośc prowadzenia, w zasadzie pewnego monologu.

Jak wielki paradoks, mogą czytać mnie tysiące osób a z żadną nie zamienie słowa…
Kim jestem? nim, mężczyzną, facetem, chłopcem, człowiekiem samotnym…Nie będę zagłębiać się w szczególy mojego życia, nie chcę tego robić, ponieważ nie szukam przyjaciół do wylewania żali, chce natomiast pokazać wam moje życie z perspektywy waszych tajemnic, pragnień a często fatnazji…
Pewnie zastanawiacie się teraz jak to możliwe? Uwierzcie mi na słowo, że jest to tak łatwa rzecz, że sami się zdziwicie -Ba!, czytając moje przemyślenia złapiecie się na tym, że w wielu przypadkach u was jest tak samo, lub będziecie chcieli mieć tak samo. Nie chodzi tutaj absloutnie o zdejmowanie płaszcza, obnażanie się i szukanie relacji, nie jest mi to potrzebne. Uważam nawet, że jest to niebezpieczne.
Mój profil psychologiczny jest dość zawiły, posiadam wiele cech dobrych i wiele cech złych.

Gdyby porównać to z pewnym działaniem matematycznym wyglądałoby ono następująco: -2+2=0. Ciekawe… o co dokładniej chodzi zrozumiecie później…
Jestem już facetem dorosłym, bynajmniej w mojej ocenie uważam się za dorosłego, wbrew twierdzeniu, że facet to dziecko całe życie.
Coś w tym z pewnością jest, aczkolwiek chyba Ci prawdziwi faceci będą z tym polemizować. Co sądze Ja ? Facet jest dzieckiem i może nim byc całe życie, ale tylko i wyłącznie z powodu kobiety, która przebywa w jego najbliższym otoczeniu. Może to być matka, nadopiekuńcza siostra, partnerka, żona, kochanka…Facet sam z siebie nie robi dziecka, i uwierzcie mi, że żaden nie chce nim być zbyt długo. Teoria życiowej niedojrzałości jest! i to uznaje za fakt, natomiast juz sama definicja często jest mieszanką bzdur i absurdów. Nie staję absolutnie w obronie mężczyzn, wręcz przeciwnie! będę ich gnębić jak tylko się da.
Nie uważam się też za samca Alfa, prosze absolutnie tak nie myśleć, nie jestem „macho” z setkami kobiet na koncie, jestem tylko mężczyzną, który wreszcie otworzył oczy na pewne rzeczy i do tej pory nie może wyjść z podziwu dlaczego trwało to tak długo…Ale o tym już w następnym wpisie…